przycisk biografiaprzycisk odautoraprzycisk wystawyprzycisk artysciprzycisk linkiprzycisk kontakt

0311221204

To był sierpień 2003 roku. Ja, Woju i Iwas byliśmy na tygodniowym wypadzie w tatrach. Pogoda nas rozpieszczała, góry raczyły nas swym pięknem, a czas nie śpieszył się w swym przemijaniu. Byliśmy zatopieni w tym krajobrazie już cztery, może pięć dni.

Był wieczór. Słońce już zaszło za horyzontem, a gwiazdy niemrawo pojawiały się na cudnie krystalicznym niebie. Już od kilku godzin przebywaliśmy w schronisku. Jak to zazwyczaj bywa w tym okresie, było ono strasznie przepełnione, a myśmy dostali niewielki kawałek podłogo na jednym z korytarzy. Po prowizorycznym umyciu zeszliśmy do dużej sali gdzie wydawano posiłki i popijaliśmy sobie zimne piwko. Czysta kwintesencja rozkoszy, pić zimne piwko po takim ciężkim dniu, tym bardziej, że ociężałe nogi spoczywały leniwie, a bolące plecy zachęcały do jak najwolniejszych ruchów. Nawet nasze twarze wyraźnie świadczyły o zmęczeniu. Takich osób jak my było na tej sali może pięćdziesiąt, siedemdziesiąt, porozrzucani w mniejszych, lub większych grupkach, gaworzyli o przeżyciach mijającego dnia. W sumie nic nadzwyczajnego… jednak… w pewnym momencie na sale weszło kilu starszych gości, tak w przedziale wiekowym 50-60 lat. Od razu dało się odczuć, że nie są Polakami i jak się później okazało, byli Irlandczykami. Ale mimo swego wieku mieli w sobie coś niesamowitego, jakąś wielką energię. Ich twarze promieniały radością, prawdziwą esencją życia. Od razu było widać, że są to przyjaciele z dawnych lat, może i nawet znali się od dziecka. Przyciągali wzrok innych jak magnes, a ich entuzjazm wydawał się być bardzo zaraźliwy bo zaraz wokół nich zrobiło się gwarno i głośno. Jeden z nich ściągnął gitarę ze ściany, zaczęli grać znane kawałki i po kilkunastu minutach cała sala, na początku trochę nieśmiale, zaczęła się bawić z nimi. To było coś niesamowitego, ich sposób bycia był zupełnie odmienny od zachowań ludzi w podobnym wieku, których widujemy na co dzień . Nie chodzi mi absolutnie o ich status materialny, ale o ich mentalność, o to, że mimo swego wieku oni cieszyli się każdą chwilą.

Mimo, że ten tydzień w Tatrach był czymś wspaniałym i niesamowitym, to jednak wspomnienie tych Irlandczyków pojawia się w mej pamięci najczęściej. Ja, który gdzieś tam siedziałem z boku tej sali, jak i pewnie wielu innych dostaliśmy niesamowitą lekcję życia. Utwierdziło mnie to jeszcze bardziej w przekonaniu, że pieniądze, czy to czego się człowiek dorobił nie jest najważniejsze, ale właśnie takie chwile, właśnie to by w wieku 50-60 lat mieć grupę przyjaciół z którymi można pojechać na koniec świata i pokazać innym młokosom jak trzeba żyć. Pokazać ludziom, że życie to nie wieczna gonitwa za nowym mieszkaniem samochodem, czy Bóg wie czym jeszcze, życie to jest coś zupełnie innego. Przecież mamy tylko jedną szansę na tej ziemi, jedną, jedyną.